Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Molly. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Molly. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 maja 2014

Rozdział X (Molly)

Zmęczona przeciągnęłam się na krześle i rozmasowałam kark poczym wzięłam ogromny łyk siódmej już dzisiaj kawy.  Od kilku dni siedziałam nad sprawą zniknięcia informacji na temat Moriarty’ego i byłam już tym szczerze zmęczona lecz  ciekawość i myśl, że jeśli może uda mi się dojść kto jest jego wtyczką poprawi moją sytuacje w oczach Sherlocka była silniejsza i nie dawałam za wygraną.
-Molly idziemy z dziewczynami do baru dołączysz się?- spytała wychodząc Alice koleżanka z pracy a ja wskazałam na biurko zawalone papierami.
-Kiedy indziej- odparłam z uśmiechem i pomachałam jej na do widzenia. Po godzinie przeszukiwania papierów oczy zaczęły same mi się zamykać więc postanowiłam pójść po kolejną kawę.  Kiedy doszłam do szpitalnej kawiarenki ku mojemu zaskoczeniu przy małym stoliku w koncie dostrzegłam  samotnie siedzącego starszego z braci  Holmes.
-Nie w pracy?- spytałam nieśmiało. Nie znałam go dobrze lecz z tego co o nim słyszałam jest pracoholikiem i całymi dniami od rana do wieczora przesiaduje w pracy. Spojrzał na mnie i tylko uśmiechnął się smutno. Nie był podobny do brata nie miał czarnych loczków czy wydatnych kości policzkowych lecz miał to samo przenikliwe spojrzenie.
-Pewnie szukasz Sherlocka. Nie ma go tutaj , dawno tu nie zaglądał i nie wiem gdz…
-Nie  szukam mojego brata- przerwał mi poczym dodał - wiem doskonale gdzie jest. Jest na randce.
Zakrztusiłam się kawą i zaczęłam głośno kaszleć. Sherlock? Randka? Te dwa słowa do siebie na pasują…
-Sherlock… Sherlock Holmes ten Sherlock Holmes jest na randce?- spytałam sama nie wierząc w to co mówię.
-Tak można powiedzieć, że chodzi cały w skowronkach …oczywiście jak zawsze-dorzucił sarkastycznie. Zacisnęłam dłonie w pięści i schowałam je  do kieszeni, poczułam, że cała się czerwienie
Odstawiłam kubek i wybiegłam  zawstydzona z sali. Zatrzymałam się dopiero przy drzwiach od laboratorium wtargnęłam do środka. Łzy płynęły mi strumykiem po policzkach i ciężko opadały na śnieżno biały fartuch. Nie powinno mnie to interesować przecież nie jesteśmy razem ani nic z tych rzeczy… jednak coś we mnie pękło… Te nad godziny…te całe poszukiwanie informacji…. te dacie pomiatać sobą  tylko dlatego, że miał zły humor.. pomogłam mu nawet sfingować własną śmierć! Zerwałam dla niego zaręczyny z prawdopodobnie jedynych mężczyzną który od razu ode mnie nie uciekł! To wszystko dla niego! Tyle poświeceń przez te wszystkie lata a on i tak traktuje mnie jak jakiegoś psa a nawet gorzej. Chwyciłam pierwszą lepszą rzecz która wpadła mi pod rękę jak okazało się była to szklana waza i rzuciłam nią o ścianę patrząc jak rozsypuje się w drobny mak. Skuliłam się w rogu pokoju i gorzko płakałam siedziałam tak przez kilka minut przypominając sobie te wszystkie chwile kiedy coś dla niego robiłam a on….  Musze wziąć się w garść…. muszę przestać być jego ofiarą a w tym pomoże mi tylko jedna osoba. Wstałam strzepałam brud z ubrania i wyciągnęłam z kieszeni telefon. Wykręciłam numer. Trzy sygnały…cztery… już chciałam się rozłączyć kiedy usłyszałam.
-Słucham?

-Eee….hej nie wiem czy mnie pamiętasz… z tej strony Molly. Słyszałam, że chcesz dopaść Sherlocka Holmesa. Jim.

niedziela, 11 maja 2014

Rozdział V (Molly)

Od dawna zastanawiał się jakim cudem Moriarty przeżył. Jego ciało podobno badali najlepsi specjaliści. Nie dopuszczono mnie do dokumentów na temat zgonu a co dopiero do zwłok, mimo moich nalegań znałam tylko oficjalną wersję. Strzał w usta, kula małego kalibru, jednak to mi nie wystarczyło. Popołudniem powierzyłam moje zadanie koleżance z prosektorium i zjechałam windą na najniższe piętro budynku, gdzie znajdowały się wszystkie akta. Wcześniej dzięki zaprzyjaźnionemu ochroniarzowi dostałam klucze. Przekręciłam je w zamku i weszłam do pokoju pełnego przeróżnych papierów. Podeszłam do szafki z literą M. Zaczęłam szukać Manson, Medir, Mivey i w końcu Moriarty Jim. Wzięłam teczkę i usiadłam przy biurku. Przerzucałam kartki. Nic. Wszystkie były puste. Żadnych zdjęć, przyczyn zgonu, obrażeń nic. Białe czyste kartki. „Jak to?” – pomyślałam. Przecież pracowało przy tym tyle osób. Wiadomo, że Moriarty jeśli żył musiał mieć tu wtyczkę no, ale przecież ktoś zauważył, by ktoś brak jakichkolwiek informacji! Zastanowiłam się kto miał dostęp do dokumentów, lecz takich osób było za dużo. Musiał być to ktoś więcej niż tylko szpieg przebrany za lekarza. Jeśli Moriarty strzelił nawet ślepakiem, tak czy inaczej odniósł jakieś obrażenia oparzenia, złamanie podstawy czaszki i potrzebował szybkiej pomocy. Wiec musiał być to ktoś, kto był wtedy nie daleko i nie rzucał się w oczy. Więc ktoś kogo wszyscy znali. Jest to osoba z bliskiego otocznia i ten ktoś ciągle jest w śród nas i melduje wszystko Moriartemu.